Nie od pasji do fotografii. Nie od dziecięcego marzenia o aparacie. Od złości. Nasz fotograf ślubny zostawił nas bez zdjęć z najważniejszego dnia w moim życiu. I zamiast siedzieć z tym bezsilnie, kupiłam aparat. To był 2009 rok. Nie miałam pojęcia że zaczęłam coś co zostanie ze mną na całe życie.
Przez trzy lata fotografowałam śluby. Uczyłam się na błędach, budowałam markę, wchodziłam w rytm. Wydawało się że wszystko idzie w dobrą stronę. Potem życie powiedziało sprawdzam.
Ciężki wypadek. Długa przerwa. Prawie pięć lat poza fotografią, poza tym co zdążyłam już pokochać. Nie będę udawać że to był łatwy czas. Nie był.
Ale kiedy wróciłam — wróciłam inaczej. Z innym spojrzeniem na kobiety przed obiektywem. Z innym rozumieniem tego czym naprawdę jest sesja dla kobiety, która najczęściej nigdy wcześniej jej nie miała.
Wróciłam do fotografii kobiecej, ciążowej, noworodkowej, rodzinnej. Do studia. Do pracy która ma dla mnie sens.
Przez długi czas robiłam to co większość fotografów, czyli pracowałam dużo, ceny trzymałam „rozsądne”, kalendarz był pełny. A ja coraz bardziej zmęczona.
Nie dlatego że nie lubiłam tej pracy. Dlatego że im więcej sesji robiłam, tym bardziej rozumiałam że tą drogą nigdzie nie dojdę. Że tanie sesje to nie strategia. To pułapka z której im dłużej się w niej siedzi, tym trudniej wyjść.
Zaczęłam szukać odpowiedzi poza fotografią.
Zdjęcia same się nie sprzedają. A już na pewno nie sesje premium, które chciałam robić. Gdy to zrozumiałam wiedziałam, że muszę się nauczyć marketingu w lokalnym biznesie. Zaczęłam od Akademii Social Media Managera. Skończyłam w sumie dwa programy mentoringowe Akademię SMM i Klub Wolnych Ninja, które nauczyły mnie jak działa lokalny biznes w social mediach. Jak budować obecność, która nie tylko wygląda dobrze ale też sprzedaje. I nagle wszystko zaczęło się układać w całość. Zaczęłam przyglądać się nie zdjęciom, ale komunikacji. Temu jak mówię o swojej pracy. Temu co sprawia że jedna klientka rezerwuje od razu, a inna znika po pytaniu o cenę. To zmieniło wszystko.
W pewnym momencie przestałam myśleć jak fotograf a zaczęłam myśleć jak właścicielka biznesu. To brzmi prosto. W praktyce oznaczało przewartościowanie wszystkiego tego ile biorę za sesję, do kogo mówię, jak opisuję swoją pracę, jakich klientek szukam i jakich świadomie odpuszczam.
Zdecydowałam że nie chcę być najtańszą opcją w okolicy. Chcę być oczywistym wyborem dla kobiety która szuka czegoś więcej niż zdjęć, która szuka doświadczenia, poczucia bezpieczeństwa i efektu który ją zaskoczy
I żeby to osiągnąć musiałam nauczyć się sprzedawać. Nie wciskać, nie przekonywać na siłę. Sprzedawać przez komunikację która trafia do właściwej osoby zanim jeszcze zapyta o cenę.
Nie teorii wyczytanej w kursie o kursach. Tego co sama przetestowałam na własnym studio, własnych klientkach, własnych błędach.
Jeśli masz dobre zdjęcia ale za mało klientów, wiem dokładnie w którym miejscu ucieka Ci sprzedaż. Bo sama tam byłam.
Jestem osobą która uczy się najlepiej przez robienie, nie przez czytanie o robieniu. Nie znoszę ogólników w stylu „bądź autentyczna” bez żadnego wyjaśnienia co to znaczy w praktyce. Wierzę że dobra komunikacja to nie manipulacja, to po prostu mówienie prawdy w sposób, który trafia do drugiego człowieka.
Od zawsze wiedziałam, że nie chcę ,,zwyczajnego życia” i pracy od do. Bardzo sobie cenię wolność. Dlatego ogromnie doceniam, że mogę wybrać się z dzieci na wycieczkę w randomowy czwartek o godzinie 11.00 Cenię to, że mam dni dostosowane do rytmu mojej rodziny. Moje dzieci nie chodzą do szkoły. Cała trójka jest w edukacji domowej.
Mieszkam na wsi i czasem gdy coś publikuję myślę sobie jeszcze ,,co ludzie pomyślą” ale potem dochodzi do mnie, że i tak nie mam na to wpływu, więc robię dalej swoje.
Zaczynałam w pokoju w domu. 11 metrów kwadratowych, jedna lampa, tło rozstawione przy drzwiach. Ciasno, ale wystarczająco żeby zacząć. Nikt mi nie powiedział że tak można. Po prostu nie miałam innego wyjścia. Przez lata ten pokój był moim studiem, magazynem, garderobą dla klientek i miejscem gdzie po sesji składałam sprzęt z powrotem, żeby było jakieś przejście. Tak wyglądały początki. Dziś mam własną specjalnie pod studio wybudowaną przestrzeń, 35 metrów kwadratowych, tylko moje. Nieduże. Ale każdy metr jest tu celowo. Klientka która wchodzi do studia czuje, że trafia w miejsce stworzone z myślą o niej. Ta przestrzeń to jedna z decyzji z których jestem najbardziej dumna. Nie dlatego, że jest duża. Dlatego, że jest moja i klientki to czują.
Pamiętam jak wyglądały zapytania kilka lat temu. Każda wiadomość zaczynała się od „a czy da się taniej”. Każda rozmowa o cenie była negocjacją. Kalendarz pełny, ale z sesjami które kosztowały mnie więcej energii niż przynosiły satysfakcji. Myślałam że to normalne. Że tak po prostu wygląda praca fotografa. Nie wygląda.
Odkąd zmieniłam sposób w jaki komunikuję swoją pracę, zmieniło się wszystko. Nie dosłownie wszystko, nie z dnia na dzień. Ale dziś klientki które do mnie trafiają wiedzą czego chcą, wiedzą ile to kosztuje i przychodzą zdecydowane.
Mam więcej spokoju. Mam więcej czasu. I mam poczucie, że pracuję z ludźmi którzy naprawdę chcą być właśnie u mnie — nie u kogokolwiek kto jest najtańszy w okolicy. To jest zmiana której nie widać na zdjęciach. Ale czuć ją w każdym tygodniu pracy.
Zależało mi na tym, żeby mieć pracę elastyczną czasowo i kreatywną. Od zawsze wiedziałam, że etat nie jest dla mnie. Choć nic nie mam do pracy na etacie. Dziś cieszę się, że tak sobie poukładałam pracę, że jest ona dostosowana do mnie, a nie ja do niej. Elastyczność stała się jeszcze ważniejsza, gdy moje dzieci zaczęły edukację domową. Moja praca daje mi wolność i to jest wspaniałe. Choć na początku wcale nie było łatwo.
Wspieraniem fotografek zajęłam się już kilka lat temu. Zaczynałam edukowanie od warsztatów grupowych oraz takich 1:1 głównie z fotografii noworodkowej. Napisałam kilka e-booków o fotografii oraz wydałam kursy o świetle studyjnym, retuszu zdjęć w Photoshop i Lightroom, pozowaniu noworodków na sesji oraz o tym jak wystartować z biznesem foto. To była piękna przygoda. Po latach zrozumiałam, że nauczenie kogoś jak fotografować maluszki, czy jak pracować ze światłem w studio. To za mało. A to wszystko dlatego, że kluczowe jest nauczyć się sprzedawać sesje. Bez tego cała techniczna wiedza jest za mało przydatna.
Dziś już nie edukuję z samej fotografii, ale jeśli czytasz tę stronę i coś w tej historii brzmi znajomo, to prawdopodobnie nie przypadek. Mam dla Ciebie kilka rzeczy. Możesz zacząć od bezpłatnego audytu profilu na Instagramie. Sprawdzisz sama gdzie konkretnie tracisz klientów i co warto zmienić najpierw. Bez zobowiązań, bez sprzedaży na końcu. Jeśli chcesz pójść głębiej jest ebook o systemie sprzedaży sesji i możliwość rozmowy 1:1. Ale to już Twoja decyzja i Twój czas. Zacznij od audytu. Pobierz go teraz.
Zapisz się, aby otrzymać Audyt Insta Profilu Fotografa
You have successfully joined our subscriber list.